Raport z Google Ads wygląda dobrze: kliknięć przybywa, wyświetlenia rosną, koszt kliknięcia mieści się w budżecie. A w skrzynce cisza i w sklepie pusto. Płacicie więc za ruch, który nic nie zostawia, i zaczynacie myśleć, że reklamy po prostu nie działają, więc zamawiacie audyt Google Ads.
Zanim zamówicie kolejny audyt Google Ads, warto wiedzieć, na które pytanie on odpowiada, a na które nie.
Klik to obietnica
Reklama mówi klientce coś konkretnego: cena, termin, rozwiązanie jej problemu. Klientka klika, bo uwierzyła w tę obietnicę. Strona, na którą trafia, ma ją dotrzymać w pierwszych sekundach. Jeśli reklama mówi „od ręki”, a strona zaczyna się od historii firmy, klientka czuje, że została w coś wpuszczona.
Konto reklamowe tego nie pokaże. Zobaczycie tam tylko, że ktoś wszedł i po chwili wyszedł. Powód wyjścia leży po drugiej stronie kliknięcia, na stronie, którą klientka widzi, a Wy zwykle już nie patrzycie świeżym okiem.

Słowa, którymi przychodzą nie ci ludzie
W Google Ads jest raport wyszukiwanych haseł, czyli lista tego, co ludzie naprawdę wpisali, zanim zobaczyli Waszą reklamę. Warto go przeczytać jak zapis rozmów. Bardzo często okazuje się, że reklama pokazuje się osobom, które szukają czegoś bardzo podobnego, ale innego: darmowej wersji, instrukcji zrobienia czegoś samemu, pracy w Waszej branży.
Taka osoba kliknie, bo słowo się zgadza. Kupić nie kupi, bo szukała czego innego. I to jest ważna rzecz: nie zawiodła Was kampania, tylko dopasowanie ludzi do oferty.
Nie zawiodła Was kampania, tylko dopasowanie ludzi do oferty.
Co naprawdę mierzycie
Zanim ocenicie reklamę, sprawdźcie, co konto uznaje za sukces. Zdarza się, że jako konwersję liczy się samo wejście na stronę podziękowania albo kliknięcie w numer telefonu, a nie rozmowa, która skończyła się zleceniem. Wtedy raport mówi „działa”, a Wy wiecie swoje.
Jeśli nie wiecie, ile osób z reklamy naprawdę kupiło, nie macie jeszcze audytu reklam. Macie liczby, które niczego nie rozstrzygają.
Audyt Google Ads: jak patrzę na konto
Ustawiam i prowadzę reklamy w Meta i Google, więc znam konto od środka. Do diagnozy dokładam to, czego w koncie nie ma: wchodzę w reklamę tak, jak klientka, przechodzę ścieżkę do końca i zapisuję na gorąco, w którym miejscu obietnica przestaje się zgadzać z tym, co widzę. Dopiero wtedy wiadomo, czy trzeba poprawić kampanię, stronę, czy ofertę.
Więcej o reklamach znajdziecie na stronie Reklamy na Facebooku i Google Ads, a o mechanizmie, który stoi za pustym koszykiem, w tekście Reklama zadziałała, a klient i tak nie kupił.
Kliknięcie jest dopiero początkiem rozmowy. Reklama sprzedaje wtedy, kiedy po kliknięciu klientka dostaje dokładnie to, co jej obiecano.
Przeczytajcie też
Najczęstsze pytania
Od czego zacząć audyt Google Ads?
Od trzech pytań: czy reklama i strona obiecują to samo, jakie hasła naprawdę wpisują ludzie, którzy ją widzą, i co konto liczy jako konwersję. Dopiero potem ma sens poprawianie stawek i budżetów.
Czy audyt Google Ads wystarczy, żeby sprzedaż ruszyła?
Pokaże, co jest nie tak w koncie. Jeśli problem leży na stronie albo w ofercie, trzeba go znaleźć po drugiej stronie kliknięcia, a to wymaga spojrzenia oczami klientki.
Czy diagnoza doświadczenia zastępuje audyt konta?
Nie zastępuje. Konto sprawdza ktoś, kto zna narzędzie. Diagnoza sprawdza, dlaczego ludzie, którzy przeszli przez reklamę, nie kupują.
O tym, jak mózg klienta podejmuje decyzję, piszę na stronach o neuromarketingu i psychologii sprzedaży.
