Martwicie się, że Wasze dziecko nie może odłożyć telefonu, i macie nadzieję, że ktoś mu to wreszcie wytłumaczy. Rozumiem to. Tylko że w tej historii rzadko jest jeden telefon, a rodzic w telefonie, czyli phubbing, to zwykle połowa odpowiedzi, o którą nikt nie pytał.
Zacznę od zdania, które słyszę od nastolatków częściej, niż by się chciało.
„No ja jestem uzależniony, ale ja to widzę w domu”
Rodzice są przekonani, że nastolatek jest „uzależniony od internetu”. A on patrzy na mnie i mówi: „No ja jestem uzależniony, ale ja to widzę w domu. To robi moja mama, mój tata, wujek, ciocia, wszyscy dookoła. Więc co jest ze mną nie tak?”
I wiecie co? To jest bardzo dobre pytanie. Nie mam na nie odpowiedzi, która zrzuciłaby wszystko na dziecko.
Łatwiej szukać pomocy dla dziecka niż przyjrzeć się sobie. Wielu rodziców ma nastawienie: niech ktoś pomoże mojemu dziecku. Sami zmieniać nic nie planują, bo przecież to nie oni mają problem.
Słowo „uzależnione” piszę w cudzysłowie celowo. Uzależnienie od telefonu nie jest oficjalną diagnozą, a u części dzieci to, co wygląda jak uzależnienie, okazuje się nawykiem, którego nauczyło się w domu. Od kogo? No właśnie.
Dziecko nie uczy się telefonu z regulaminu. Uczy się go z kanapy, na której siedzą dorośli.

Phubbing, czyli kamienna twarz z telefonem w ręku
W psychologii rozwojowej jest eksperyment, który oglądam zawsze z trudem. Edward Tronick w 1978 roku poprosił mamy, żeby bawiły się z niemowlęciem, a potem nagle przestały reagować i patrzyły na nie z nieruchomą twarzą. Dzieci najpierw próbowały mamę „ożywić”: uśmiechały się, gaworzyły, wyciągały ręce. Kiedy to nie działało, przychodził stres i wycofanie.
Sarah Myruski i jej zespół w 2018 roku sprawdzili wersję współczesną. Zamiast kamiennej twarzy mama po prostu zaczynała patrzeć w telefon. Niemowlęta reagowały podobnie jak w klasycznym badaniu: mniej radości, więcej niepokoju, odwracanie się. U dzieci mam, które na co dzień częściej używały telefonu, dobry nastrój wracał wolniej, kiedy mama znów na nie spojrzała.
Ta zamiana rodzica obecnego na nieobecnego ma swoją nazwę: technoferencja, czyli przerywanie kontaktu przez technologię. Zerknięcie w telefon w środku rozmowy, przy kolacji, przy zabawie. O tym, jak łączy się to z trudnym zachowaniem dzieci, pisałam w tekście Dlaczego dziecko nie może odłożyć telefonu? To nie jest kwestia silnej woli.
Uczciwie trzeba dodać jedno. Kilka spojrzeń w telefon dziennie to normalne życie i nikt tu nikomu nie każe wyrzucać smartfona do jeziora. Badacze piszą wprost, że liczy się wzorzec: czy dziecko ma w ciągu dnia też czas pełnej, niepodzielonej uwagi.
Wakacje jak tabelka w Excelu
Mój ulubiony widok, kiedy wyjeżdżam gdziekolwiek z rodziną: restauracja, przy stole cała rodzina, wszyscy patrzą w telefony. Nie ma rozmowy, jest czekanie na jedzenie. Potem wakacje wyglądają tak, jakby można było zrobić z nich tabelkę w Excelu. Tu byliśmy, to zjedliśmy, odhaczone.
I tu muszę powiedzieć jedną niewygodną rzecz. Komunikować się z kimś, kto myślami jest zupełnie gdzie indziej, to jak rozmawiać z telefonem. Po co nam wtedy drugi człowiek?
Badania nad parami pokazują, co się dzieje dalej. James Roberts i Meredith David w 2016 roku opisali, że kiedy partner ucieka w telefon, rośnie liczba kłótni o telefon i spada zadowolenie ze związku. Thomas, Carnelley i Hart w 2022 roku poprosili osoby w związkach, żeby przez 10 dni prowadziły dzienniczek. W dni, w których ktoś czuł się zignorowany przez telefon partnera, częściej sam sięgał po swój.
To jest odwet. Cichy, bez jednego słowa. Ty patrzysz w telefon, to ja też. Za chwilę nikt już nie pamięta, kto zaczął, a przy stole siedzą cztery osoby i cztery ekrany.
A teraz pomyślcie, co z tego wyciąga dziecko. Ono nie czyta badań o parach. Ono widzi, że przy stole wszyscy patrzą w dół, i robi dokładnie to samo. Nie dlatego, że jest słabe, tylko dlatego, że jest częścią rodziny.
Rodzic w telefonie uczy więcej niż rodzic, który mówi
Mówimy dzieciom „nie siedź tyle w telefonie”, a sami robimy to samo i tłumaczymy się, że my nad tym panujemy. Ja też tak miałam, nie oszukujmy się. Wydawało mi się, że nie mam problemu z telefonem. Potem zobaczyłam statystyki i byłam zszokowana.
Z dzieckiem jest jak z każdym uczniem: bardziej wierzy temu, co widzi, niż temu, co słyszy. Zdanie „odłóż telefon” wypowiedziane znad własnego telefonu ma mniej więcej taką siłę jak wykład o zdrowym jedzeniu wygłoszony z pączkiem w ręku.
Nie zgadzam się też z tym, że największym problemem jest czas. Skupiamy się na tym, ile to trwa, a to jest najmniejszy problem. Ważniejsze jest to, co dziecko stamtąd wynosi i w jakich sytuacjach sięga po telefon.
Przykład z codzienności. Dziecko, które w każdej kolejce w sklepie dostawało telefon, w domu może sobie świetnie radzić bez niego. Ale w kolejce będzie niespokojne, bo pamięta, że w tym miejscu zawsze dostawało konkretną rzecz. Kolejka stała się sygnałem. Zabranie telefonu tego sygnału nie usuwa. Usuwa go dopiero zmiana tego, co dzieje się w kolejce: rozmowa, liczenie produktów w koszyku, pilnowanie listy zakupów.
A kto tę kolejkę zaprojektował? Dorosły, który chciał mieć pięć minut spokoju. Rozumiem to doskonale. Tylko warto wiedzieć, że tych pięciu minut nie dostaje się za darmo.
„Dlaczego cała rodzina, przecież to dziecko?”
Kiedy rodzice pytają mnie, od czego zacząć, proponuję jedną rzecz: cała rodzina instaluje aplikację, która mierzy czas przed telefonem. Cała, nie tylko dziecko. Czasem wyniki są szokujące i dorośli patrzą potem na telefon dziecka z dużo większą pokorą.
Uwaga, szok: rodzice buntują się częściej niż nastolatek. Nastolatkowi da się wytłumaczyć, co zyska, na przykład więcej czasu na spotkania z przyjaciółmi. Dorosły czasem nie wyobraża sobie dnia bez internetu.
Potem warto usiąść razem i pozwolić, żeby każdy powiedział, co widzi. Dziecko mówi pierwszy raz na głos: siedzę w telefonie, bo ty też siedzisz. Wcześniej się bało, bo rodzic się zdenerwuje i wyciągnie konsekwencje. Dlatego to musi być rozmowa bez konsekwencji. I wtedy pada zdanie, które uwielbiam: „Naprawdę ja tak robię? Czyli jak ty do mnie mówisz, to ja patrzę w telefon, a potem ty robisz to samo?”
Rodzice często są zaskoczeni, kiedy mówię, że zmiana musi objąć całą rodzinę. Przecież problem ma dziecko. Ale to nie jest szukanie winnych. To jest jak u lekarza: tu jest rana, tu strupek, trzeba opatrzyć wszystko, a nie tylko to miejsce, które najbardziej widać.
Wiem, o czym mówię, bo sama byłam z mężem i dziećmi na terapii rodzinnej i bardzo dużo nam to zmieniło. Wydawało mi się, że wszystko wiem, więc zakładałam, że mąż też wie. Myślałam, że robi mi na złość. A on po prostu nie wiedział.
Co pomaga w domu na co dzień? Z badań nad technoferencją wychodzi rada, która działa lepiej niż ogólne „mniej telefonu”: strefy i pory bez telefonu, wspólne dla wszystkich: posiłek, droga ze szkoły, pierwsze 15 minut po powrocie do domu. Dziecko dostaje przewidywalny czas, w którym wie, że ma Waszą pełną uwagę, i nie musi o nią walczyć.
Jeśli mimo tego telefon zabiera dziecku sen, szkołę albo przyjaciół, idźcie z tym do psychologa dziecięcego. Najlepiej wszyscy, a przynajmniej z gotowością, że pytania padną nie tylko do dziecka.
Dziecko w telefonie bardzo rzadko jest problemem jednej osoby: to zwykle nawyk całej rodziny, w którym każdy odpowiada na brak uwagi drugiego własnym ekranem, a najmłodszy po prostu robi to, co widzi.
Przeczytajcie też
Najczęstsze pytania
Co to jest phubbing i czym różni się od technoferencji?
Phubbing to lekceważenie rozmówcy przez patrzenie w telefon, kiedy ktoś do nas mówi. Technoferencja to szersze pojęcie: każde przerywanie kontaktu z drugą osobą przez technologię, na przykład zerkanie w telefon w trakcie rozmowy z dzieckiem, przy posiłku albo zabawie. Badania McDaniela i Radesky (2018) wiążą częstą technoferencję z trudniejszymi zachowaniami dzieci, a związek działa w obie strony.
Czy rodzic w telefonie szkodzi dziecku?
Pojedyncze spojrzenia w telefon to normalne życie. Problemem jest wzorzec, w którym dziecko rzadko ma pełną uwagę dorosłego. W badaniu Myruski i współpracowników (2018) niemowlęta reagowały na mamę patrzącą w telefon podobnie jak na nieruchomą, „kamienną” twarz.
Dlaczego zmiana musi objąć całą rodzinę, skoro problem ma dziecko?
Bo nawyki związane z telefonem rzadko powstają w pojedynkę. Dziecko uczy się ich, obserwując dorosłych, a zmiana jest trwalsza, kiedy obejmuje cały dom: wspólne zasady, strefy bez telefonu i rozmowę, w której każdy mówi, co widzi.
Jak ograniczyć telefon w rodzinie?
Zacznijcie od stref i pór bez telefonu dla wszystkich, na przykład przy posiłkach i w pierwszych minutach po powrocie do domu. Pomaga też wspólne sprawdzenie, ile czasu każdy z Was spędza w telefonie, bez szukania winnych.
Więcej o tym, co dzieje się z człowiekiem po drugiej stronie ekranu, piszę na stronie o cyberpsychologii.
